Dla odmiany składnia była ciekawa - jak to zwykle z dr. Bańskim - i nawet się czegoś na niej nauczyłem. I nie tylko tego, jak w teorii P&P oraz HPSG rozwiązywany jest problem związku grupy podmiotu z grupą orzeczenia. Od dawna już nie widziałem sensu nie tylko w studiach humanistycznych, ale nawet w językoznawstwie formalnym, czyli tym, które zajmuje się wyjaśnieniem działania języka i wytłumaczeniem procesu jego przyswajania przez dzieci. Bo już widzę, jak dzieci pojmują język w ten sposób: jakaś taka grupa słów jest wyrażeniem czasownikowym, które składa się ze słowa leksykalnie zdefiniowanego jako czasownik oraz innych wyrażeń - rzeczownikowego lub przyimkowego, względnie obu naraz w zależności od subkategoryzacji leksykalnej czasownika będącego ośrodkiem wyrażenia. No nie wiem. Jeśli będąc dzieckiem, pojmowałem to wszystko, to wcale się nie dziwię, że dyrektorka mojej podstawówki chciała mnie od razu wysłać do drugiej klasy. Wprawdzie te teorie mają też służyć do tworzenia innych języków: programowania czy innych afrykańskich, a nawet metajęzyków, ale wydaje się, że to skórka niewarta wyprawki.
Ale jak tak siedzę na tej składni, patrzę na dr. Bańskiego i patrzę i widzę i myślę, że istnieje jednak szerszy obraz. Że w sumie to, co my tam robimy, niewiele różni się od matematyki. Matematyka to język, jakim zapisany jest Wszechświat, więc ten, kto próbuje się jej nauczyć, próbuje poznać ten język. W nim zaś jest jeszcze więcej abstrakcji niż w najbardziej nieprawdopodobnej teorii lingwistycznej, bo przynajmniej hipotezy językoznawcze biorą się z konkretnych żywych danych językowych, tylko analizowanych pod różnymi kątami. A matematyka? Matematyka zaczyna się od założenia, że przez dwa punkty może przejść nieskończenie wiele prostych równoległych i od tej pory wszystko jest coraz mniej rzeczywiste, a czasem nawet urojone. A mimo to matematykę cenię ponad wszystko, może poza kubkiem dobrej herbaty.
Ludzie po prostu tak mają - lubią coś kontrolować, wiedzieć dokładnie, jak to wygląda i jak działa. Chęć ogarnięcia matematyki wyjaśniającej działanie skomplikowanego i zmiennego Wszechświata oraz chęć ogarnięcia teorii lingwistycznej wyjaśniającej działanie skomplikowanego i zmiennego języka naturalnego mogą w gruncie rzeczy brać się z tego samego - z chęci ogarnięcia całej wiedzy świata. Podporządkowania rozumowi wszystkiego, co da się rozumem ogarnąć.
Tyle że pozostaje pytanie podobne do tego, jakie usłyszałem w filmie "Baśń o ludziach Stąd": "Gdyby człowiek miał wszystko, to gdzie by to postawił?".
super wpis
OdpowiedzUsuń