No tak, nie ma mnie w Szczawnicy, czyli nie ma żadnego sylwestrowego szaleństwa. I nie będzie. Będę siedział w domu, dokładnie w tym miejscu albo na łóżku z książką i trzymał na kolanach tyle psów, ile się zmieści, uspokajając je, kiedy zaczną napieprzać fajerwerki. Najszampańskszy Sylwester, że tak sobie pozwolę na nieogolizm.
Sylwester dwa lata temu w Szczawnicy był jednym z moich bardziej udanych tego typu przedsięwzięć. I chyba jedynym stricte klasycznym. Nie licząc tego, pamiętam różne inne opcje: raz byliśmy z Karolem u mnie w domu i graliśmy w pingponga na stole w kuchni, wcześniej (DUŻO wcześniej) jeździłem nieraz do taty i grałem z moimi przyszywanymi siostrami w siatkówkę balonem przez siatkę z serpentyny. Sam też nieraz już byłem - istniały czasy, że rodzice wyjeżdżali na zabawę, a ja zostawałem z psami, żeby nie zwariowały od sztucznych ogni. I wcale nie narzekałem z tego powodu. Teraz też nie narzekam - a jeśli sprawiałem wrażenie, że to czynię, wybaczcie.
Napisałem w którejś z poprzednich notek, że jeśli się na kogoś wkurzam, to nie odpuszczam - więc i teraz nie odpuszczam. Taki urok Matejkowskiego. O, chwila, wpadam w konwencję "napisz coś, czego nikt nie zrozumie, ale będzie brzmiało poważnie, to będzie intrygująco". Wybaczta, już się wycofuję. Cóż, wcale nie cieszy mnie nowy rok (z reguły cieszy mnie tylko Nowy Rok - a teraz akurat wypada sobota) - bo i z czego tu się cieszyć? Chyba z tego, że udało mi się go dożyć pomimo tych wszystkich problemów. Postanowień nowojorskich nie czynię - chyba takie, żeby nie czynić durnych postanowień noworocznych, bo to aż rok trzeba trzymać. Ja jestem zwolennikiem zasady "z dnia na dzień", więc raczej czyniłbym postanowienia Noworoczne...
No tak. Zbliża się magiczna północ, więc idę odfajkować toast szampanem, po czym wracam czytać jakieś coś z psami. Arrivederci w nowym roku.
PS. "Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku" to nie są miłe życzenia, bo Nowy Rok to tylko nazwa jednodniowego święta. Chcesz komuś życzyć na cały rok, to życz małą literą.
PPS. "Do siego roku" pisze się rozdzielnie. "Dosiego" wymyśliła firma proszku "Dosia" - to było tak doskonałe zagranie reklamowe, że przestało mi się podobać dopiero wtedy, kiedy zobaczyłem, ilu ludzi robi ten błąd przez tę reklamę.
Jakby na to nie patrzeć, Nowy Rok jest dość depresyjnym czasem. Nie toż że człowiek musi się bawić świetnie, bo tego wszyscy po nim oczekują, to jeszcze tradycja wymaga życzyć tego samego innym. Mnie osobiście zawsze łapie nostalgia o wolę zaszyć się gdzieś skąd widać gwiazdy niż krzyczeć juhu na całe gardło. Ale kto by się tym przejmował...
OdpowiedzUsuńE